Saturday, 25 June 2011

Erotyk latem  malowany

Jaskółki juz uczesały powietrze,
Pozamiatały przestrzeń i wiatr rozpusciły
Dla swojej kapryśnej przyjaciółki, letniej burzy.

Ta, robudzona, zerwała chmury
I z groźnym, dudniącym daleko pomrukiem
Zaczęła spowijac rozgrzaną ziemię i nas samych
W przezroczysty płaszcz
Utkany z dużych, ciężkich kropli.

Zmoczeni, przesiąknięci, zalani radością
Pobiegliśmy na środek łąki, gdzie słońce
Już rozpalało na nowo barwy kwiatów i traw.

Moja koszula niczym żagiel po sztormie,
Twoja sukienka przytuliła się blisko
A nasze ręce frunęły razem, niby te jaskółki szybkie
Aż upadliśmy bezszelestnie, jak w zwolnionym tempie
Na ciągle mokrą, lecz dla nas już gorącą zieleń.

Bez słowa zatopilem się w Twoich oczu oceanie
Kipiącym mokrą zielenią i błękitem przestworzy
I zobaczyłem jak wyszeptujesz zaklęcia.

Wyłuskałem Cię łapczywie z posłusznej tkaniny
A ustami łapałem cały Twój szept i wszystkie westchnienia
I nie musiałem wcale ich słyszeć, aby je rozumieć.
Moje palce zmienione w zręcznych podrózników
Łapczywie i zachłannie uczyły się geografii na nowo.

Otoczyłem ustami szczyty niezdobyte, doliny niedostępne
Odnalazłem nowe szlaki i zródła upojenia
Wyłuskalem drzącą kobiecość i obdarłem ze wstydu.

Patrzyłem z upojeniem na twoich bioder wiolonczelę,
Na strunę kręgosłupa biegnącą do szyi zwieńczonej złotem.
Fale oceanu pożądania uderzaly jedna za druga
I kołysały mnie, Ciebie i łąkę, w rytm niemej muzyki,
A słonawe kropelki Twojego potu zamieniały się w ambrozję.

Teraz nawet nie wiem czy delikatne drżenia i dreszcze gorące
Sprawiła ta burza, ta ziemia i słońce, czy to upojny zapach łąki
I smiech spełnienia wypłoszył motyla, który uniesiony wiatrem
Rozchylił skrzydła i musnął nas obojga...



*

No comments:

Post a Comment