Saturday, 25 June 2011


Księzyc na niebiosach żeglował powoli 
Usmiechnął  sie do mnie i zaswiecił mocno
Obudził mnie wtedy, jakby z własnej woli,
Wiedząc ze się teraz coś wydarzy nocą

Przez otwarte okno cicho wpłynął anioł
Usiadł na mym łóżku i popatrzył czule,
A ja urzeczony spoglądałem na nią, 
Na jej piękną postać owiniętą w tiule

Cała w niebieskościach, okryta nieśmiało
Była jak marzenie, przepiękna dziewczyna,
Oczy jej błyszczały, lśniło białe ciało,
A usta powabne jak słodka malina

Lekko falowały piersi dumne, krągłe
I zerkały w niebo swoimi oczyma
Ja wzroku oderwać od niej już nie mogłem
Tak przepiekną była ta anioł-dziewczyna

Usta piękne, słodkie, rozchylone lekko
Pełne obietnicy cicho coś szeptały
A mój wzrok wtopiony w różowość namiętną
Nie pozwalał myśleć, bo płonąłem cały

Rozłożyła skrzydła, uwiodła widokiem
Który tylko w niebie będę mógł oglądać
Pokazała słodycz, namiętność i piękno 
Obiecała rozkosz, aby ja poządać

Powiedziala tylko ze tu bedzie czekac
Zeby sie upajac Twymi pieszczotami
Cichutko szepnela – nie bede uciekac
Chce sie cieszyc Toba, noca i gwiazdami



*
Erotyk latem  malowany

Jaskółki juz uczesały powietrze,
Pozamiatały przestrzeń i wiatr rozpusciły
Dla swojej kapryśnej przyjaciółki, letniej burzy.

Ta, robudzona, zerwała chmury
I z groźnym, dudniącym daleko pomrukiem
Zaczęła spowijac rozgrzaną ziemię i nas samych
W przezroczysty płaszcz
Utkany z dużych, ciężkich kropli.

Zmoczeni, przesiąknięci, zalani radością
Pobiegliśmy na środek łąki, gdzie słońce
Już rozpalało na nowo barwy kwiatów i traw.

Moja koszula niczym żagiel po sztormie,
Twoja sukienka przytuliła się blisko
A nasze ręce frunęły razem, niby te jaskółki szybkie
Aż upadliśmy bezszelestnie, jak w zwolnionym tempie
Na ciągle mokrą, lecz dla nas już gorącą zieleń.

Bez słowa zatopilem się w Twoich oczu oceanie
Kipiącym mokrą zielenią i błękitem przestworzy
I zobaczyłem jak wyszeptujesz zaklęcia.

Wyłuskałem Cię łapczywie z posłusznej tkaniny
A ustami łapałem cały Twój szept i wszystkie westchnienia
I nie musiałem wcale ich słyszeć, aby je rozumieć.
Moje palce zmienione w zręcznych podrózników
Łapczywie i zachłannie uczyły się geografii na nowo.

Otoczyłem ustami szczyty niezdobyte, doliny niedostępne
Odnalazłem nowe szlaki i zródła upojenia
Wyłuskalem drzącą kobiecość i obdarłem ze wstydu.

Patrzyłem z upojeniem na twoich bioder wiolonczelę,
Na strunę kręgosłupa biegnącą do szyi zwieńczonej złotem.
Fale oceanu pożądania uderzaly jedna za druga
I kołysały mnie, Ciebie i łąkę, w rytm niemej muzyki,
A słonawe kropelki Twojego potu zamieniały się w ambrozję.

Teraz nawet nie wiem czy delikatne drżenia i dreszcze gorące
Sprawiła ta burza, ta ziemia i słońce, czy to upojny zapach łąki
I smiech spełnienia wypłoszył motyla, który uniesiony wiatrem
Rozchylił skrzydła i musnął nas obojga...



*

Na Czarno-Bialej Fotografii

W swej sukni wytwornej, srebrno grafitowej
Namalowanej jakby światłem Księżyca
Na fotografii czarno-białej, całkiem nowej,
Uwodzi urodą i gładkością lica.

Gdzie łamią się cienie, wyciągają smugi
A kształty jej pieszczą niteczki tkaniny
Tam nagle dostrzegam jakiś kolor drugi
I wzrok mój wraca do twarzy dziewczyny.

Choć gładka i chłodna w niebiańskiej piękności
W jej oczach dostrzegam ukryte wyznanie
Ze serce gorące, pragnące miłości
Schowało się tutaj, bo nie jest kochane. 




*

Gdy cię będę budził ze snu głębokiego
To zanim otrzeźwię szklanką chłodnej wody
Najpierw do pamięci schowam cos miłego,
Co będzie wspomnieniem twej pięknej urody.

Jedyne co pragnę zachowac dla siebie,
Coś, co zawsze będzie ze mną pozostawać,
To  błysk oczu Twoich, malowanych w niebie,
Których już aniołom nawet nie chcą dawać.

Jedynie twe usta, ktore całowałem
Ktorych słodycz boską smakowałem często,
Jedynie twe piersi, ktorych dotykałem
I do których usta moje lgnęły gęsto.

Jedynie tę radość, ktorą mi dawałaś
Co mi pozwalało zapomnieć o troskach,
Oraz twoja miłość ktorą okazałaś,
Miłosc bezgraniczną, ktora była boska.

Powinienem teraz Ciebie już obudzić
Ale czas poczeka, bo poczekać musi
Zeby mi pozwolić zmysły me ostudzić,
Bo nie możesz we śnie nawet przestać kusić...



*

Friday, 24 June 2011

Pierwsze pojawiają się odczucia
Niczym kolory,
Niczym przebiśniegi delikatne,
Nieokreślone jeszcze ale silne i natrętne.
Po to,
Aby w myśli sie ukształtować.
Myśli najpierw potargane, niczym włosy na wietrze,
Ale za chwilę juz składniejsze, już zrozumiałe i silne, 
Ale ciagle jeszcze
Jak motyle ulotne.
One to dopiero w słowa sie zamieniają.
A słowa, spisane czule i z uwagą
Przybierają postać i moc,
Ktorych granice określone są tylko
Przez serca i pamięć kochanków.
Raz spisane, pozostaną nieśmiertelne,
Nawet gdy umrze już miłość.





*