Księzyc na niebiosach żeglował powoli
Usmiechnął sie do mnie i zaswiecił mocno
Obudził mnie wtedy, jakby z własnej woli,
Wiedząc ze się teraz coś wydarzy nocą
Przez otwarte okno cicho wpłynął anioł
Usiadł na mym łóżku i popatrzył czule,
A ja urzeczony spoglądałem na nią,
Na jej piękną postać owiniętą w tiule
Cała w niebieskościach, okryta nieśmiało
Była jak marzenie, przepiękna dziewczyna,
Oczy jej błyszczały, lśniło białe ciało,
A usta powabne jak słodka malina
Lekko falowały piersi dumne, krągłe
I zerkały w niebo swoimi oczyma
Ja wzroku oderwać od niej już nie mogłem
Tak przepiekną była ta anioł-dziewczyna
Usta piękne, słodkie, rozchylone lekko
Pełne obietnicy cicho coś szeptały
A mój wzrok wtopiony w różowość namiętną
Nie pozwalał myśleć, bo płonąłem cały
Rozłożyła skrzydła, uwiodła widokiem
Który tylko w niebie będę mógł oglądać
Pokazała słodycz, namiętność i piękno
Obiecała rozkosz, aby ja poządać
Powiedziala tylko ze tu bedzie czekac
Zeby sie upajac Twymi pieszczotami
Cichutko szepnela – nie bede uciekac
Chce sie cieszyc Toba, noca i gwiazdami
*
No comments:
Post a Comment